Ale chyba nie biegasz w upały?

upal

W takim deszczu to ty chyba nie biegasz? Wieje dzisiaj, nie biegaj. Po takim śniegu polecisz? Na takim mrozie?

Taki mamy klimat, że nie mamy idealnej pogody na bieganie. Dla mnie pogoda idealna to 10-15 stopni, lekki wiatr, lekko zachmurzone niebo, lub delikatne słońce, które nie wypala skóry. Bez deszczu, śniegu. No i odpowiednie ciśnienie, żeby spać się nie chciało. Ile mamy w Polsce dni, które spełniałyby wszystkie te warunki? Chyba tylko jesienią, i to tylko wtedy, gdy jest nasza polska złota. W listopadzie to już nie bardzo. Wiosny ostatnio bywają kapryśne, albo leje, albo 5 stopni i wieje tak, że odczuwalna spada poniżej zera. A potem nagle ŁUP! 30 w cieniu. Możemy się oczywiście pocieszać, że inni mają gorzej, takim Irlandczykom to ciągle leje, Włochom grzeje, Norwegom sypie. Nie, nie uważam, że nie ma złej pogody na bieganie. Jak ulicami płyną rzeki, albo świata nie widać w śnieżycy, to jest to jednoznacznie zła pogoda. I morderczy upał to zła pogoda, choć w tym przypadku wiele zależy od predyspozycji naszych własnych organizmów. Tylko, w przeciwieństwie do śnieżycy, z upałem można sobie poradzić. Jak?

1. Bieganie rano. Bardzo rano! Nie o 7, a o 5. Sama nie przepadam za bieganiem rano, nie umiem biegać na czczo, a wstawać o 4, żeby biegać… No nie. Lekki trening jeszcze ujdzie bez jedzenia, ale 20-kilometrowe wybieganie? Tu jest jednak pole do licznych kulinarnych kombinacji. Warto spróbować zastąpić codzienne śniadanie czymś lżejszym. Owsiankę kajzerką z miodem, koktajlem bananowym czy waflem ryżowym z dżemem.

2. Bieganie wieczorem. Późnym. Tu też w wielu przypadkach przydadzą się liczne zmiany, jeśli do tej pory biegałeś po parkach, nad rzeką, po lesie, to lepiej skręcić tym razem w główne ulice, jeśli mieszkasz na wsi – biegać tam, gdzie są domy. Ja sama skłaniam się ku bieganiu wieczorem, ale ja uwielbiamy ciepłe, letnie wieczory w centrach dużych miast. Ten klimat wakacji i luzu… Bieganie wieczorem ma też jednak minusy. W moim przypadku są to: bieganie jakiś czaspo podwieczorku, ale jeszcze przed kolacją – często zwyczajnie straszliwie głodnieję na trasie. Podwieczorków obfitych nie jadam, bo jeszcze nie jestem głodna po obiedzie. W normalne dni wyruszam koło 18 albo tuż po pracy i nie mam czasu zgłodnieć do tego stopnia, by zawracać z trasy (co mi się ostatnio zdarzyło, a raczej się nie zdarza). W gorące dni jest problem. Do tego codzienne zajęcia – muszę je przerywać, po treningu nie zawsze chce mi się do nich wracać. No i… ochota na piwo po bieganiu 😉 !

3. Chroń głowę. Tylko pamiętaj, by Twoje nakrycie było lekkie. Ma Cię chronić przed słońcem, a nie przyrządzić z Twojego mózgu pieczeń.

4. Woda. Nie lubię biegać z wodą, ja w ogóle rzadko odczuwam pragnienie. Ale warto się nawadniać w trakcie treningu, nawet jeśli temperatura już nie zabija. Dla własnej wygody warto się też polewać.

5. Pij w ciągu dnia. Po treningach sięgaj po izotoniki, nawet jeśli na co dzień ich nie pijasz. Pamiętaj, że pocisz się bardziej niż zwykle.

Jeszcze jakieś patenty?