Jak zacząć biegać?

biegacz_pocz

Wczoraj po raz kolejny zostałam zapytana o to, jak zacząć biegać. Pozornie odpowiedź jest bardzo prosta: po prostu ubrać buty i wybiec z domu. Pozornie, bo o kilku rzeczach warto pamiętać.

Wiele osób szybko się zniechęca, bo wybiegają jak postrzelona zwierzyna, lecą do utraty tchu i padają po 5 minutach. Dochodzą oczywiście do wniosku, że to nie dla nich. Zacząć najlepiej od marszobiegów, np. półgodzinnych – nie za długo, nie za krótko. Ile biec, ile maszerować? Zależy od kondycji. Polecam 2 minuty biegu, 3 minuty marszu, ale najlepiej po prostu próbować. Jeśli 2 minuty powodują, że nie macie już siły nawet iść, próbujcie 1,5 minuty. Tak, żeby się nie zajechać, ale też żeby nie było zbyt lekko. Żeby był progres, trzeba wylać nieco potu 😉

Warto kupić buty do biegania, nawet najtańsze. Często można dorwać w dyskontach, tanie są marki Kalenji. Uwierzcie, to i tak taniej niż wizyta u ortopedy, która kosztuje 100-150 zł. Jeśli się zniechęcicie, to sprzedacie, a wydane pieniądze będą dodatkową motywacją. Bo skoro wydałaś 100 zł na buty, to głupio teraz rzucić w kąt. Specjalnych ubrań nie trzeba. Lepiej biega się w technicznych, ale na początek wystarczy zwykła koszulka czy bluza. Nie warto inwestować na początek w gadżety typu GPS-y, opaski kompresyjne, plecaki z bukłakiem, naprawdę są na początku zbędne.

Czego jeszcze nie warto? Za długo się zastanawiać. Od jutra, od przyszłego tygodnia, dziś kropi, a jutro za ciepło… Jak się chce zacząć biegać, to się zaczyna.

Wróćmy do tego co warto. Dać sobie czas. Pierwszy trening, zwłaszcza jeśli wstajesz prosto z kanapy, będzie masakrą. I drugi. I trzeci. Piąty też. A potem przebiegniesz swoje pierwsze dziesięć minut. A potem pół godziny – i wtedy zobaczysz, że może być przyjemnie, płuca mogą nie chcieć wyrwać się z piersi, twarz może nie wyglądać jak pomidor, a zakwasów wcale już nie ma. Naprawdę, daj sobie czas, bo dopiero wtedy zobaczysz czy to sport dla ciebie, czy też nie. Mówienie na samym początku „to nie dla mnie”, to tak, jakby zapisać się na kurs językowy i nie umiejąc porozmawiać swobodnie po tygodniu, stwierdzić, że „to nie dla mnie”. Trzeba czasu, żeby w ogóle zobaczyć z czym to się je. Ja wiem, że nie dla mnie pływanie, ale umiem pływać – i dlatego to wiem.

Warto pamiętać o przerwach. Na początek 3 treningi w tygodniu wystarczą, góra 4. Bieganie częściej nie pomoże, w bieganiu NIE MA DROGI NA SKRÓTY. Tak jak w matematyce, językach i wielu innych dziedzinach.

O tym jak się zmotywować, by zacząć, osobny post 🙂