Kto jeszcze nie wie, że biegasz?

Natknęłam się ostatnio na taki oto filmik:

I tak się zastanawiam, czy jest ktoś, kto nie we, że biegam? Pewnie kilka osób by się znalazło, ale nie wśród bliższych znajomych. A czy Wy jeszcze komuś nie powiedzieliście? Czy trenując do maratonu, nikomu nie mówicie? I wcale nie mam na myśli rodziny czy współlokatorów, którzy widzą, że gdzieś codziennie lecicie. Ale znajomi, ludzie w pracy, na uczelni? Na pewno wiedzą. Zastanawiałeś się czasem, czy w ogóle ich to obchodzi?

Myślę, że z biegaczami jest jak z rodzicami. Rodzice mówią o swoich dzieciach, choćby nikogo to nie interesowało. Nie tylko opowiadając o ząbkach, kupkach i przedstawieniach w przedszkolu. Ale zwyczajnie, odmawiając wypadu na kawę, bo dziecko trzeba zabrać do lekarza. I biegacze mają tak samo: niekoniecznie muszą się swoim bieganiem chwalić, ale to wychodzi zupełnie naturalnie. Nie piję dziś piwa, bo mam jutro długie wybieganie, a mój plan na weekend majowy to maraton.

Lubię mówić o bieganiu, ale nie ukrywam, że czasem jest to dla mnie kłopotliwe. Nie chcę brzmieć tak, jakbym się wymądrzała, ale naprawdę czasem nie myślę o tym, że normalny człowiek nie wie czym są zakresy i rytmy. A jak tłumaczę, to nie chcę, żeby człowiek poczuł się urażony, że tłumaczę i zakładam, że nie wie, o czym mówię. Bo a nuż wie. Albo inna sytuacja, ktoś pyta ile wczoraj czy dziś przebiegłam. Odpowiedź: „20 kilometrów” często powoduje opad szczęki, i kiedy mówię, że to wcale nie tak dużo, czuję się jak chuda laska, która narzeka, że ma gruby tyłek, bo chce, żeby jej wszyscy mówili jaka jest zgrabna. Bo ja wiem, że dla nie-biegacza to dużo, ale cóż poradzę, że dla mnie już nie? Tyle problemów, ale jednak wciąż o tym bieganiu gadam! Dlaczego?

To jest ważna część mojego życia. Spędzam na treningach kilka godzin tygodniowo, więc to oczywiste, że jak ktoś spyta, co robiłam wczoraj, to jest spora szansa, że biegałam. Ważny punkt każdej mojej soboty to długie wybiegane, więc pytając mnie o plany na weekend, usłyszysz, że na pewno będę biegać. Nie dlatego, że się chwalę, że chcę, żeby cały świat wiedział. Tylko dlatego, że to dla mnie ważne.

Jak mówić o bieganiu? Tak jak o dzieciach. Fajnie wiedzieć, że czyjeś dziecko zaczęło chodzić, ale niekoniecznie fajnie jest wiedzieć o tym, jakiej wysypki dostaje po mleku, a jakiej po truskawkach. Staram się mówić tylko o tym, co może kogoś potencjalne zainteresować. Nie o tym, że mam nowy sposób na regenerację, a są nim lodowate prysznice. Ale o tym, że biegałam dziś rano i dlatego czuję się pełna energii. Albo o tym, że na treningu zawędrowałam w jakieś ciekawe miejsce, o tym, że biegłam dziś w pobliżu czyjegoś domu. Staram się też niepytana nie wchodzić w szczegóły techniczne.

Pozostaje też kwestia mediów społecznościowych. To, że ktoś właśnie przebiegł 3 kilometry, może być dla niego wielką radością, więc niech się tym dzieli. A jak przebiegł właśnie maraton, to radość jest tak ogromna, że czasem podzielić się musi. Tu akurat jestem pełna zrozumienia. O ile gadaniem o bieganiu można kogoś zanudzić, tak nudny wpis na fb  można po prostu ominąć.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s