Planujemy zawody!

O_14_000122

Planowanie zawodów jest trochę jak planowanie wakacji, ślubu, prezentów gwiazdkowych, czy czegokolwiek innego, co sprawia nam przyjemność. Samo myślenie o fajnym wydarzeniu, zastanawianie się co i jak, jest czymś fantastycznym. I z zawodami jest tak samo. Kiedy tylko zapiszę się na zawody czuję się po prostu szczęśliwa. Tak zwyczajnie, trochę jak dziecko, bo przecież sam zapis to nic takiego, trzeba jeszcze je przebiec, najlepiej w zadowalającym czasie.

Jak najlepiej zaplanować zawody? Przede wszystkim wybrać interesujący nas dystans. Dyszka, półmaraton? Najlepiej skorzystać ze strony: http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php?dzial=3&action=1 . Mamy tutaj spis polskich zawodów, od dwójeczek po maratony, od Warszawy po Konopaty koło Żuromina (sprawdziłam – gmina Lubowidz, mazowieckie). Możemy ustawić sobie interesujący nas dystans oraz czas i miejsce. Ja, kiedy przeglądam sobie tę tabelkę, czuję się, jakbym wybierała czekoladki z pudełka. Nic, tylko bra(ś)ć! Popełniając tego posta, wyhaczyłam bieg nad Zalewem Nowohuckim, właśnie się zastanawiam. Kobiety! Przy planowaniu zawodów, bierzcie pod uwagę okres. Oczywiście, jeśli przechodzicie gładko, to inna sprawa, ale wiele z nas przechodzi boleśnie. Oczywiście, z maratonu się z tego powodu nie zrezygnuje, ale może ta piątka akurat w pierwszy dzień nie jest najlepszym pomysłem.

Jeśli znajdziemy coś co nas interesuje, czytamy regulamin. Wiem, że w wielu przypadkach nikt tego nie robi, ale warto, żeby potem nie okazało się, że limit czasu jest zbyt krótki, liczyliśmy na koszulkę, a tu tylko medal, albo i brak medalu, bo medale dla x pierwszych na miecie. W regulaminach wyszczególnione są też ceny, łatwo przeoczyć tańsze terminy, opłaca się więc od razu przeczytać regulamin interesującego nas biegu, żeby nie okazało się potem, że spóźniliśmy się jeden dzień z tańszą opłatą.

Zawody zapłacone. Ważne pytania – po co biegniemy? Dla zabawy, dla życiówki? Jeśli planujemy konkretny czas, trzeba pomyśleć, czy realne jest jego osiągnięcie. Jeśli półmaraton jest za miesiąc, a chcemy z 1:50 zejść do 1:35, to powodzenia życzyć zostaje, bo nic innego nie poskutkuje. Jeśli biegniemy pierwszy raz, nie ma się co nastawiać na konkretny czas, zawody to i tak wystarczająca ilość adrenaliny.

Czas na przyłożenie się do treningów. Na kopnięcie w dupę własnego lenia. W końcu nie po to się zapisałeś, pochwaliłeś na fejsie, zapłaciłeś pół stówy, żeby teraz siedzieć i czekać aż forma sama na Ciebie spłynie, prawda? Czas też zadbać o dietę. Ograniczyć alkohol, ciężkie potrawy. Niekoniecznie drastycznie, na to przyjdzie czas tydzień przed zawodami, ale jednak na linii startu lepiej stanąć lżejszym. Treningi przed zawodami to także ostatni dzwonek na eksperymenty. Jaki żel, jaki posiłek. Jeśli mamy zamiar zmienić coś w swojej diecie, to jest to ostatni dzwonek.

Tydzień przed zawodami powinniśmy dopinać wszystko na ostatni guzik: znać trasę, mieć wybrany żel, ubrania. Upewniamy się co do miejsca startu i godziny. Pozostają szczegóły, ważne, ale to już osobny temat.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s