Kiedy kontuzja niszczy plany

001Miała być relacja z Biegu Świetlików. A będzie o kontuzji słów kilka.

Podczas zeszłotygodniowego wybiegania „coś” mi się stało. Gdzieś boli, promieniuje, raz biodro, raz krzyż, raz lekko, raz słabo. Ponieważ zdarza się, że coś po treningu pobolewa, tym razem też stwierdziłam, że przejdzie do zawodów, jeśli sobie przez tydzień odpocznę. Ale nie przeszło. Ból utrzymuje się na stałym poziomie. Przy chodzeniu jest zazwyczaj w miarę OK, chyba, że rano. Ale bieganie… Wczoraj przed zawodami próbowałam przebiec się po korytarzu. I tępy ból poniżej krzyża. Miałam oczywiście plan, że „jakoś” pobiegnę. Ale wizja uziemienia na kolejne tygodnie skutecznie mnie odstraszyła. Miałam nadzieję, do ostatniej chwili, że minie. Ale nie minęło. Nie boli mnie mięsień, ani staw, co oczywiście mnie stresuje. W środę idę do lekarza, zobaczymy co powie.

Pierwszy raz coś takiego mi się zdarzyło – kontuzja, która nie pozwala na zaplanowane zawody. Oczywiście, jestem wściekła, nawet pociekła łezka, ale wiem, że to miała być tylko zabawa. Miałam plan, ale bardziej byłam nastawiona na atmosferę, nocny bieg, światełka… Mogę siedzieć i rozmyślać, nad swym smutnym losem, mogę też:

Iść do lekarza. Nie należy tego nie odkładać i nie czekać, aż minie. Bo nawet, jak minie, może wrócić. Oczywiście nie chodzi o to, żeby z każdym najmniejszym bólem chodzić do lekarza, ale jeśli nie przechodzi, to lepiej nie czekać. Najlepiej wybrać lekarza sportowego, który potraktuje nas poważnie, a nie stwierdzi, że skoro boli przy bieganiu, to nie należy biegać.

Wyciągnąć wnioski. Kontuzje zdarzają się nawet zawodowcom, trenującym pod okiem sztabu profesjonalistów, nie da się ich uniknąć całkowicie. Ale da się je minimalizować. Wiem, że u mnie brakło najprawdopodobniej ćwiczeń ogólnorozwojowych. Mam słabe mięśnie pleców i brzucha. I niby wiem, co powinnam robić, ale albo nie mam czasu, albo chęci. Na własnej skórze właśnie przekonuję się, że popełniłam błąd i trzeba go będzie naprawić.

Przeanalizować plan treningowy. Może jest źle ułożony? Może zdarzają się dwa zbyt mocne treningi pod rząd, może postępy tak mnie nakręcają, że zamiast lekko podkręcać tempo, robię to zbyt szybko? Niestety, zdarzyło mi się ostatnio, że zbyt mocno zaczynałam i próbowałam utrzymać tempo, na które jeszcze nie byłam gotowa. I mam za swoje.

Cieszyć się, że nie trafiło w maraton. To dopiero musi być ból, kiedy szlag trafia ukoronowanie ciężkich treningów.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s